2010-09-19 22:19:48 >> :)

A tak, żeby bloga nie zamnęli...
skomentuj (0)




2007-12-01 18:59:07 >> 6.

Kaori spacerując w okolicach kaplicy natrafiła na pewien specyficzny ogród. Między zgliszczami murów obronnych wyrastały powykręcane, cierniste łodygi, przyozdobione w jeszcze zielonkawe liście. Róże już dawno przekwitły – czemu się dziwić? Jesień zbliżała się wielkimi krokami. Dziewczyna podniosła z ziemi suchy patyk i usiadła na obdrapanej, drewnianej ławie, stojącej nieopodal. Po głowie kołatało jej się wiele myśli.
- Miau.
- Oh. Przestraszyłeś mnie. – Neko uśmiechnęła się lekko do łaciatego kota ocierającego się o jej nogi. Dziewczyna schyliła się, podniosła zwierzę i usadowiła je na swoich kolanach.
- Powiedz mi skąd was tu tyle, hm?
- Pan tego zamku ma wielki sentyment do kotów… - zza pleców Kaori niespodziewanie odezwał się głęboki, męski głos. Rudowłosa aż podskoczyła ze zdziwienia. Młody, elegancko ubrany mężczyzna, bez wahania usiadł obok dziewczyny na ławce i pogłaskał kota siedzącego na jej kolanach. -… kojarzą mu się one z pewną uroczą istotką z jego dzieciństwa. – Neko wpatrywała się tępo w przybysza, zastanawiając się kim jest, czego chce i o czym właściwie mówi. Mężczyzna podniósł oczy z kota na Kaori, uśmiechnął się i jakby odgadując jej myśli ciągnął dalej.
- Pan tego zamku nakazał mi się tobą zająć. – Neko lekko zmarszczyła brwi i zmierzyła mężczyznę od góry do dołu. Oczy miał dziwnie zielone i pełne chłodu. Włosy – blond, pocieniowane tak, że najdłuższe kosmyki ledwie sięgały ramion. W stroju przeważała czerń, kontrastująca z mleczną cerą mężczyzny. Lekko zarysowane brwi, bladoróżowe wargi. Zdecydowanie można by go uznać za osobę atrakcyjną. Mężczyzna w milczeniu obserwował dziewczynę. Kaori zakończyła oględziny i spojrzała przybyszowi w oczy.
- Jak masz na imię?
- Serafin.
- Dlaczego Pan kazał ci się mną zająć?
- Bo lubi mieć wszystko pod kontrolą.

***
Rozległo się pukanie. Postać siedząca w fotelu, tyłem do wejścia, odezwała się krótkim
- Wejść. – drzwi się otworzyły i do pokoju wkroczył młody mężczyzna. Nie zatrzymał się jednak w przejściu, jak miał to w zwyczaju robić Keref, lecz wszedł do pomieszczenia, usiadł na biurku, zaraz obok postaci w fotelu i poczęstował się cygarem. Markus odczekał chwilę, nie zaszczycając blondyna nawet spojrzeniem. W końcu zapytał.
- Jak idą sprawy? – Serafin zaciągnął się cygarem, przymrużył z zadowoleniem oczy jak dziecko, które delektujące się ulubionym cukierkiem, wypuścił powietrze razem z dymem i odpowiedział.
- Jutro wezmę ją do biblioteki. Mówiła też, że zabrała z domu kilka ksiąg. Sprawdzę jakie i w razie potrzeby spalę.
- Dobrze. – czarnowłosy odwrócił się w stronę Serafina.
- No proszę... co to za nowy styl? – Markus uśmiechnął się drwiąco na widok nowej fryzury i stroju rówieśnika.
- Rozumiem, że ty nie przywiązujesz wagi do wyglądu. Typowe dla osoby z wieczną depresją. Ja jednak lubię trzymać poziom. - blondyn wyprostował się dumnie. - Przyznaj, że mi do twarzy.
- Haha…dobre sobie. – Markus machnął ręką na Serafina, który wyglądał na urażonego taką reakcją. Blondyn zaciągnął się.
- Chociaż z drugiej strony, może liczyłem na to, że dzięki temu zauroczę naszą znajomą? – Serafin spojrzał z zimnym uśmiechem na czarnowłosego mężczyznę. Rozległ się głośny trzask i blondyn został brutalnie przyparty do ściany. Zaczął się dusić.
- Nie igraj z ogniem. – głos Markusa ociekał groźbą. Jedna jego ręka zacisnęła się mocniej na krtani blondyna, podczas gdy druga pociągnęła za łańcuszek wiszący na jego szyli, wyciągając medalion i wskazując na niego.
- Pamiętaj, gdzie jest twoje miejsce. – czarnowłosy puścił Serafina, który opadł na ziemie krztusząc się, następnie, wciąż nierówno oddychając, schował medalion spowrotem pod ubranie i cicho wyszedł z pokoju.

skomentuj (4)




2007-11-29 16:27:47 >> 5.

***
Hideki zwykle pierwszy pojawiał się na śniadaniu. Zawsze wyprzedzał swoje koleżanki o dobre dziesięć minut, które one poświęcały na dokładną, poranną toaletę.
Chłopak lekkim i szybkim krokiem przemknął przez ostatni korytarz, pociągnął za klamkę drzwi od jadalni i szybko zrozumiał, że tym razem kto inny dotarł na śniadanie pierwszy.
Cichym, zwinnym krokiem obszedł stół naokoło i pochylił się nad śpiącą dziewczyną, która część rudych kosmyków topiła właśnie w herbacie, jednocześnie pożywiając kilka innych stygnącą jajecznicą.
- Ciężka noc, hmmm? – Kaori momentalnie usiadła, odwracając energicznie głowę w stronę, z której dobiegł ją głos Hidekiego. Kosmyk włosów, który trzymała w jajecznicy, poderwał się wraz z nią i uderzył chłopaka prosto w twarz.
- Oh, to ty…- Neko mimowolnie zaczęła się śmiać na widok znajomego, który chwilowo zamarł z zamkniętymi oczami, zabawną miną i kawałkiem jajecznicy spływającym z czoła.
- Ok.. zawsze marzyłem o porannej maseczce z jajecznicy. – Hideki otarł czoło wierzchem dłoni, następnie usiadł obok zwijającej się ze śmiechu, drobnej dziewczyny.
- Dobrze, że przynajmniej humor Ci dzisiaj dopisuje – rzucił, nalewając sobie herbaty.
- Przepraszam…ale... twoja mina.
- Bardzo zabawne.. – chwila milczenia - … co robiłaś wczoraj w nocy? – Hideki przeszył ją zielonym spojrzeniem znad parującego kubka. Kaori odniosła wrażenie, że chłopak szybko zauważy, jeśli spróbuje zbić go z tropu, wymyślając jakąś historyjkę na odczepkę.
- Nocą zwiedzałam zamek i natknęłam się na jego właściciela.
- Ho. Szybciej niż myślałem. – łyk herbaty - Większość ludzi w zamku stara się nie wchodzić mu w drogę. Potrafi być naprawdę nieprzyjemny. Podobno to przez to, że…- Hidekiemu nie dane było dokończyć opowieści, bo w tym momencie drzwi otworzyły się z trzaskiem.
- JEŚĆ – Tomoko wkroczyła do jadali niczym słoń do składu z porcelaną. Zaraz za nią pojawiła się Mariko.
- No proszę, Kaori, myślałam, że nie zobaczymy cię na śniadaniu, po tym jak niedelikatnie zachowali się wczoraj NIEKTÓRZY z nas. – Mariko spojrzała znacząco na Hidekiego.
- Oj no przestań. Tak jakbyś nigdy nie palnęła czegoś głupiego. – chwila dłuższego wymownego milczenia - ….Lepiej idź i poucz się trochę tej twojej głupiej historii, zamiast się czepiać – Kaori była tak zszokowana widokiem blond-potwora pochłaniającego kolejne pokłady jajecznicy, że nie dotarło do niej ani jedno słowo z rozmowy Mariko i Hidekiego.
- Pf…. A żebyś wiedział, że się pouczę. Wszystko jest lepsze od znoszenia twojego towarzystwa. Będę w bibliotece – Mariko obróciła się napięcie.
- A śniadanie? – Hideki zszedł nieco z tonu.
- Nie jestem głodna.
- Oj no bo jeszcze bardziej schudniesz... Już teraz wyglądasz jak patyk.
-Ty masz patyk zamiast mózgu! – Mariko była już zdenerwowana. Tomoko tym czasem skończyła śniadanie i po cichu wymknęła się z jadalni.
- Że co? To ja tu się martwię…
- Em.. Mariko? – Kaori zaczęła nieśmiało. Łuczniczka najwyraźniej tego nie dosłyszała, bo wyszła z jadalni trzaskając drzwiami. Nastała cisza. Hideki osunął się niżej na krześle i jakby zmarkotniał. Neko postanowiła nie zagłębiać się w relacje tej trójki, więc zjadła ostatni kawałek śniadania i wyszła bez słowa, zostawiając chłopaka samego.

***
Drzwi otworzyły się i szczupły, zmęczony mężczyzna o czarnych włosach, stanął w sporym, kwadratowym pomieszczeniu, znajdującym się na szczycie północnej wierzy. W centrum pokoju, na fantazyjnie zdobionym tapczanie, wylegiwał się młodzieniec, palący coś na rodzaj fajki wodnej. Kaskada długich, blond włosów spływała mu aż do pasa. Ubrany był tylko w czarne spodnie i nietypowy medalion, który pobłyskiwał na jego piersi. Cały pokój był wypełniony dziwnymi, złotawymi piórami, rozsypanymi gdzie popadnie. Największe ich skupisko znajdowało się na sofie młodzieńca. Rozległ się cichy bulgot wody i po chwili z ust blondyna wydobyła się smuga srebrnego dymu.
- Kiepsko wyglądasz mój Panie. Czyżby męczyła Cię bezsenność? – postać na kanapie machnęła zachęcająco ręką na bruneta, nie siląc się nawet by na niego spojrzeć.
- Tak jakbyś nie wiedział – odwarknął Pan, podchodząc do kanapy i siadając.
- Oczywiście, że wiem. Jednak to zabawne, zmuszać cię do mówienia o rzeczach dla mnie oczywistych, mój Panie. – blondyn ponownie się zaciągnął.
- Chcę, żebyś zajął się dziewczyną. - oznajmił czarnowłosy.
Młodzieniec leżący na kanapie przeniósł spojrzenie swoich zielonych oczu z sufitu na właściciela zamku.
- Dopilnuj, by nie krzyżowała swoich dróg z moimi. - dokończył Pan.
- Lubisz mieć wszystko pod kontrolą.– Blondyn wypuścił kolejną porcję srebrnego dymu z ust i usiadł. Na jego twarzy malowała się mieszanina rozbawienia i fałszywego współczucia.
- Zmieniła się bardziej, niż oczekiwałeś, prawda? Markusie? – młodzieniec uśmiechnął się lekko.
- Zamilcz i zajmij się powierzonym ci zadaniem. – Markus był już mocno rozdrażniony,
- Eh… pomyśleć, że postać tak pełna wewnętrznego i zewnętrznego wdzięku jak ja, jest na usługach kogoś takiego jak ty. – blondyn westchnął głęboko i teatralnie przystawił sobie dłoń do czoła.
- Uwierz mi, dla mnie to żadna przyjemność, mieć na głowie takie gderliwe i zakochane w sobie stworzenie jakim jesteś. Wykonaj co ci poleciłem. Idę trochę odpocząć, może tym razem wspomnienia wezmą sobie wolne.
- Oh.. gderliwe?! Jak możesz… - blondyn wyraźnie się obruszył, jednak zamilkł natychmiast, widząc spojrzenie, jakim obdarował go ciemnowłosy mężczyzna,
- Tak panie.

skomentuj (1)




2007-11-29 16:18:27 >> 4.

***
- „Zostaniesz tu już na zawsze? – Mały czarnowłosy chłopiec łapie mniejszą dziewczynkę za rękę i wpatruje się w nią wielkimi, niebieskimi, wyczekującymi oczami. Mała szatynka o zielonych oczach rumieni się lekko, poczym z szerokim, promiennym uśmiechem odpowiada
- Uhum „
”Czarnowłosy chłopiec zagląda nieśmiało do pokoju, przez szparę w drzwiach. Jego oczy robią się wielkie a następnie zmieniają kolor z jasnego niebieskiego - na szary, gdy dostrzega swojego ojca, całującego obcą kobietę na środku wielkiej Sali”
” – Nie płacz, wszystko będzie dobrze. – już nieco starsza szatynka przytula chudego chłopca o ciemnoszarych oczach, stojącego nad zimnym łóżkiem matki.
- Wszystko będzie dobrze, jestem tu. Ja cię nie zostawię.
- Obiecujesz?
- Obiecuję. „
”Wychudły młodzieniec, o niemal czarnych oczach, stoi w deszczu i odprowadza wzrokiem zielonooką szatynkę, która trzymając TĄ kobietę za rękę, zmierza w stronę bramy.
Tata dziewczynki trzyma ją za drugą rękę. Do czarnowłosego chłopca podchodzi jego ojciec i kładzie mu dłoń na ramieniu.
- Tak będzie lepiej dla nas, synu. – Chłopak nie odrywa oczu od tak dobrze znanej dziewczynki, która przed samym wyjściem odwraca się i napotyka jego spojrzenie.
- Mamusiu, kim jest ten chłopiec, czemu jest taki smutny?
- Chodź córeczko, nie odwracaj się.
- Czy ja go znaa.. – dziewczynka łapie się za głowę i lekko krzywi z bólu.
- Pośpiesz się kochanie. – szatynka znika za bramą wraz z rodzicami.”
”Nienawidzę Cię!”
Mężczyzna o długich czarnych włosach obudził się, gwałtownie nabierając powietrza w płuca. Znowu zasnął w fotelu i znowu męczył go sen – postanowił więc dać sobie z nim spokój tej nocy. Ubrał czarną koszulę i wyszedł ze swojej komnaty trzaskając drzwiami. Zdjęcie małego chłopca o jasnych oczach, trzymającego za rękę jeszcze mniejszą dziewczynkę, spadło z półki przy kominku. Pan krążył po swoim zamku, aż zmęczony, zatrzymał się przy oknach wychodzących na dziedziniec. Z zamyślenia wyciągnął go lekki szelest. Mężczyzna drgnął i para czarnych jak noc oczu napotkała na swojej drodze zielone spojrzenie dziewczynki – która dorosła.

skomentuj (0)




2007-11-29 16:09:30 >> 3.

***
Dziedziniec był dużo większy, niż Kaori przypuszczała. Drzewo, które zauważyła poprzedniego dnia okazało się potężne. Neko nigdy nie widziała czegoś takiego.
- Piękne nie? – Hideki lekko szturchnął niższą dziewczynę
- Na mnie też wywarło wielkie wrażenie za pierwszym razem. – Chłopak i Kaori siedzieli na jednym z wielkich konarów, obserwując otoczenie. Mieli idealny widok na długowłosą blondynkę, walczącą z manekinem wypchanym sianem. W zachodniej części dziedzińca Mariko ćwiczyła strzelanie z łuku.
- Nieźle jej idzie. – Kaori z podziwem obserwowała jak dziewczyna o kolorowych włosach trafia w kolejne tarcze.
- A ty nie miałeś przez przypadek ćwiczyć? – Kaori spojrzała wymownie na nowopoznanego kolegę.
- Nie tam – powiedział i podrapał się po głowie
- Nic się nie stanie jak raz sobie pofolguję – Hideki zmierzył badawczo rudowłosą i zadał w końcu nurtujące go pytanie.
- Ja i Tomoko jesteśmy rycerzami, Mariko jest łucznikiem a ty… ?
-..magiem – dziewczyna beznamiętnie dokończyła wypowiedź chłopaka.
- Że co proszę?! – chłopak z wrażenia aż wstał.
- Wiedźma! Super! Co potrafisz? Zawsze chciałem być magiem, ale nie miałem odpowiednich predyspozycji. Sama wiesz, jak jest. – Hideki wyglądał na poruszonego.
- Umiem nie wiele… drobne zaklęcia. Rodzice nie zdołali mnie zbyt wiele nauczyć. – Neko uśmiechnęła się blado, ale chłopak najwyraźniej nie zwrócił na to uwagi.
- Nie wiele, czyli ile? Umiesz jakieś zaklęcia defensywne?
- Nie
- A zmieniać kolory różnych rzeczy? Miałem kiedyś znajomą wiedźmę i ona umiała…
- Tak kolor też potrafię zmieniać.
- A postać?
- No.. to jedyna z trudniejszych rzeczy jaką nauczyli mnie rodzice. Przydaje się w poruszaniu się po lesie. – Kaori wróciła myślami do starych dobrych czasów, kiedy las zdradzał jej swoje tajemnice, pod uważnym okiem jej ojca. Tomoko i Mariko skończyły trening i zaczęły zmierzać w ich kierunku.
- A w co się zmieniasz? I tak właściwie to gdzie są Twoi rodzice? Mieszkają gdzieś na zamku?
- Nie żyją. – Kaori wstała, pozostawiając chłopaka samego na konarze, skręciła w pierwszy lepszy korytarz i zniknęła. Hideki stał jak w ryty.
- Jaki ja mam długi język.
- Co znowu palnąłeś? – Nad szatynem stały obie dziewczyny i mierzyły go groźnie.
- Znacie mnie, tak jakoś wyszło. – chłopak posmutniał.
- Głupek – Mariko poczochrała kolegę po czuprynie.
- Opowiadaj.
***
Kaori kręciła się po zamku aż do późnego popołudnia, starannie unikając konfrontacji z trójką nowopoznanych ludzi. Nie miała zbyt wiele do roboty. Bawiła się z kotami, uczyła rozmieszczenia korytarzy. Kilka razy napatoczyła się na Kerefa, który obiecał zanieść jej kolację do pokoju. Wyniki badania zamku okazały się zadawalające. Neko odkryła kuchnię, bibliotekę, potężną marmurową łazienkę oraz niewielką kaplicę, znajdującą się koło dziedzińca. W jednym z pokoi natrafiła na portrety właścicieli domu. Rozwieszone były chronologicznie i przedstawiały za równo kobiety jak i mężczyzn. Jedni byli grubi inni chudzi, jedni piękni inni brzydcy. Dodatkowo fryzury i stroje zmieniały się z obrazu na obraz, zdradzając epokę w jakiej żył portretowany, oraz trendy panujące w danym okresie. Dziewczyna dużo czasu spędziła w pokoju z obrazami. Było ich tam ponad trzysta. Kaori oglądała je od najstarszego do najnowszego, a kiedy doszła do przedostatniego obrazu - zamarła. Widniejący na nim mężczyzna, był zdecydowanie tym samym, którego rano widziała na fotografii. Więc jej rodzice i właściciel tego domu przyjaźnili się. Były właściciel. Neko zrobiła krok w przód i zatrzymała się przy ostatnim portrecie. „Więc to tak wygląda pan tego zamku.” Z płótna patrzył na nią młody mężczyzna, o czarnych oczach i długich włosach tego samego koloru. Był szczupły, rysy twarzy miał stosunkowo smukłe a skórę bladą. „Nie przepadasz za słońcem, hm?” Kaori uniosła rękę i przejechała dłonią po namalowanej skórze, przyglądając się przy tym dokładnie oczom postaci. Po chwili zreflektowała się jednak i cofnęła rękę. "...powinnam już wracać” Neko wyszła z komnaty cicho zamykając za sobą drzwi. Tym razem bez problemu trafiła do swojego pokoju. Udało jej się nawet uderzyć w odpowiedni kamień, by otworzyć drzwi. Keref dotrzymał słowa i Kaori znalazła na komodzie tacę z jedzeniem. Dziewczyna zjadła wszystko do ostatniego okruszka i rzuciła się na łóżko. Leżała tak jakiś czas wpatrując się w zielone kotary. Maurycy szamotał się w swojej klatce, więc dziewczynka wypuściła go z niej i otworzyła okno tak, by jej ukochany nietoperz mógł wylecieć na zwiady. Potem postanowiła ruszyć w stronę odkrytej niedawno łazienki. Umyła się, wyleżała w ciepłej wodzie, przebrała w koszulę nocną i ponownie skierowała się w stronę swojej komnaty. Minęła parę kolumn, schody, skręciła w bok, gdzie okna korytarza wychodziły na dziedziniec i stanęła raptownie. Przy jednym z parapetów stał wysoki mężczyzna o bladej cerze. Wpatrywał się z nieodgadnionym wyrazem twarzy w przestrzeń za oknem. Kaori od razu rozpoznała w nim osobę z portretu. Coś nakazało jej nie zdradzać swojej obecności. Cofnęła się o krok, potem o następny i już miała się obrócić, kiedy nagle mężczyzna drgnął i para czarnych jak noc oczu, napotkała na swojej drodze zielone spojrzenie Neko.
Dziewczyna wstrzymała oddech. Nie wiedziała czego spodziewać się po stojącej przed nią postaci. Czuła jednak, że mężczyzna posiada siłę, którą mógłby ją ciasno opleść i zdusić, łamiąc przy tym wszystkie kości. Mężczyzna w pierwszym momencie nie zareagował, zupełnie, jakby nie dotarła do niego obecność Kaori. Po chwili jednak ruszył w stronę dziewczyn wolnym, kocim krokiem. Neko stała jak zahipnotyzowana, nie będąc w stanie nawet drgnąć. Nagle coś uderzyło w okno, od strony dziedzińca. Pan odruchowo odwrócił głowę w stronę szyby, gdzie średnich rozmiarów nietoperz, obijał się lekko o szklaną powierzchnię. Mężczyzna, nie spiesząc się, ponownie spojrzał w stronę Neko, której już jednak nie było. Czarnowłosy schował ręce w kieszenie i ruszył dalej przed siebie, będąc doskonale świadomym zielonych oczu, przyglądających się mu uważnie, zza wielkiej donicy.
Kiedy tylko chłopak zniknął za rogiem, mały, czarny kotek z futrzanymi, nietoperzowatymi skrzydłami, wychylił głowę zza glinianej wazy i co sił popędził w stronę ukrytej komnaty.

skomentuj (0)




2007-11-29 15:57:46 >> 2.

***
Kiedy Kaori się obudziła, wielki zegar wiszący na ścianie kończył właśnie wybijać dziesiątą. Nie od razu zrozumiała gdzie się znajduje. Rozczochrana i z niewyraźnym spojrzeniem rozejrzała się dookoła. Pokoik był średniej wielkości, ale to dobrze; nigdy nie lubiła wielkich pomieszczeń. Promienie słońca oświetlały unoszące się w powietrzu drobinki kurzu i padały prosto na zdjęcia tkwiące na starej, drewnianej komodzie. Do Neko powoli dochodziło gdzie i czemu się znajduje. Wstała i podeszła bliżej komody, by dokładniej przyjrzeć się fotografiom - wcześniej ich nie zauważyła. Podniosła jedną z ramek i przetarła rękawem koszuli nocnej zakurzoną szybkę. Ze zdjęcia uśmiechały się do niej trzy postacie: kobieta i dwóch mężczyzn. Dziewczyna przyjrzała się bliżej; w pierwszych dwóch postaciach rozpoznała swoją matkę i ojca, ale nie miała zielonego pojęcia kim jest trzecia osoba. Nie wiedziała czemu jej rodzice chcieli, by po ich śmierci zamieszkała w tym zamku, podobnie jak nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że zginą tak wcześnie. Kaori odstawiła fotografię a na jej twarzy pojawił się smutek. Ubrała się w czystą, zieloną sukienkę, którą znalazła w szafie, koło lustra i opuściła pokój z zamiarem odnalezienia jadalni. Kiedy tylko przekroczyła próg ukrytej komnaty, uderzył w nią wesoły gwar i ruch jaki panował w zamku. Korytarze były pełne ludzi (w większości była to służba). Gdzieniegdzie można też było dostrzec koty, śpiące na oknach lub bawiące się przy donicach z kwiatami. Dziewczyna kręciła się po korytarzach dobrą godzinę, zanim trafiła na drzwi do jadalni. Uchyliła je lekko i zajrzała do środka. Pokój był prześliczny: miał wysokie sklepienie i trzy potężne kryształowe żyrandole, które wisiały nad drewnianym stołem, nakrytym białym obrusem. Do Kaori doszedł zapach smażonej jajecznicy na bekonie. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jaka jest głodna. Otworzyła powoli drzwi i weszła do środka. Wszyscy ludzie siedzący przy stole zamarli i spojrzeli w stronę zbliżającej się w ich kierunku dziewczyny. Neko nie wiedziała jak się zachować, więc po prostu usiadła w pewnej odległości od grupy młodzieży i zaczęła nakładać sobie jajecznicę, obserwując towarzyszy ukradkiem. Była ich trójka: najbliżej niej siedziała blondynka o długich włosach, dość szerokich jak na kobietę ramionach i pogodnym, niebieskim spojrzeniu. Obok niej śniadanie kończyła dziewczyna o czerwonych pasemkach i sporej wielkości oczach. Budowę ciała miała kruchą a biust tak skromny, że Kaori długo zastanawiała się czy w istocie jest to dziewczyna, czy może jednak chłopak. Dalej siedział młody mężczyzna o krótkich włosach koloru ciemnej czekolady i zielonych oczach. Był szczupły, wysoki i sprawiał wrażenie człowieka energicznego.
- Zastanawiałam się czemu są cztery zastawy… – Kaori usłyszała głos blondynki.
- …myślałam, że może Pan pojawi się na śniadaniu. Fajnie byłoby z nim porozmawiać – dokończyła po cichu. Neko mimowolnie spojrzała ukradkiem w stronę honorowego miejsca. Było puste.
- Daj spokój. Wiesz jaki on jest. Powinnaś się cieszyć, że zdarzyło Ci się go w ogóle spotkać. Zwykle nie schodzi do dolnych partii zamku. – odpowiedziała równie cicho postać z kolorowymi włosami. Teraz Kaori była już pewna, że to dziewczyna. Neko wbiła widelec w kawałek jajecznicy i podniosła go do ust. Wtedy dobiegł ją chłopięcy głos.
- Zamierzasz tak siedzieć, jeść i udawać, że nas tu nie ma? – rozległo się ciche syknięcie dziewczyny o kolorowych włosach i coś co brzmiało jak „Hideki, nie wypada.” Rudowłosa dziewczyna podniosła powoli głowę i zmierzyła chłopaka długim spojrzeniem.
- Jestem Hideki – młodzieniec bezpardonowo ciągnął dalej
–.. to jest Mariko – tu wskazał na wielkooką
- a to Tomoko – chłopak kiwnął na blondynkę i przeciągnął dłoń przez stół tak, by przywitać się z Neko.
- Kaori – dziewczyna przedstawiła się i uścisnęła jego dłoń.
- Faaaajne imię. Pamiętam jak kiedyś poznałem taką jedną, ona tez była Kaori …
- Hideki! Jedzenie ci stygnie – Mariko spiorunowała kolegę wymownym spojrzeniem.
- Ach tak. Przepraszam – przez chwilę słychać było tylko dźwięk sztućców obijających się o talerze.
- Właściwie to skąd się tu wzięłaś? Bo wiesz, nie często dochodzi nam nowych lokatorów i…
- Hideki!
- Tak, tak wiem – jedzenie. - chłopak, tym razem skarcony przez blondwłosą koleżankę, zamilkł i utkwił spojrzenie w talerzu. Niestety nie na długo.
- Wybierzesz się ze mną i Tomoko na dziedziniec po śniadaniu? Uczymy się posługiwania mieczem. Jestem w tym dość dobry…
- Hideki! – tym razem obie dziewczyny krzyknęły na szatyna z czego ta bliżej znana jako Tomoko, wymierzyła mu cios pięścią w ramię.
- Chętnie z wami pójdę.

skomentuj (0)




2007-11-29 15:57:35 >> 1.

Na polbrukowym chodniku pojawił się lekko błyszczący krąg i po chwili z cichym „puf” zdematerializowała się w nim niewysoka dziewczyna, wraz z całym bagażem. Kaori spojrzała niepewnie na adres wypisany na kawałku kartki i podniosła wzrok na dość imponujący budynek. Był to zamek zbudowany na planie pięcioboku, z sześciennymi wieżami w każdym kącie, z czego ta wskazująca kierunek północny była niesamowicie wysoka, powyginana i cienka. Na jej czubku natomiast znajdowało się coś, co przypominało ogromny domek dla ptaków. Dziewczyna ponownie spojrzała na kartkę. Adres się zgadzał. Neko wzięła głęboki oddech, złapała bagaże i zaczęła wspinać się po schodach, prowadzących do wielkich, mosiężnych drzwi. Zapukała w wrota wielką kołatką w kształcie kota. Minęła dłuższa chwila, drzwi się otworzyły i stanął w nich średniego wzrostu mężczyzna około czterdziestki. Na pierwszy rzut oka wydawał się łysy, jednak kiedy przyjrzało się uważniej jego głowie, można było dostrzec rzadkie, blond włosy, porastające przestrzeń między jednym łysym zakolem - po lewej stronie, a drugim łysym zakolem - po prawej stronie. Miał on też sporej wielkości, odstające uszy i raczej małe, szare oczy.
- Słucham Panią? – odezwał się uprzejmym tonem. Najprawdopodobniej był to lokaj
- Nazywam się Kaori… – dziewczyna spojrzała w górę na starszego mężczyznę.
- Rozumiem – rzekł i usunął się z przejścia tak, żeby długowłosa mogła wejść do holu.
- Proszę za mną – mruknął podnosząc z ziemi bagaże i skierował się w korytarz po prawej stronie. Kaori szła za nim w ciszy, rozglądając się dookoła. Od środka budynek nie wyglądał tak staro jak z zewnątrz. Ściany były tynkowane i pokryte rozmaitymi malowidłami. Podłoga została wyłożona marmurem i przykryta puchatym, zielonym dywanem. Przez jedno z mijanych okien dziewczyna dostrzegła fragment dziedzińca i konary jakiegoś potężnego drzewa, rosnącego w samym jego centrum. Lokaj i Kaori doszli w końcu do krętych schodów. Mężczyzna nacisnął jeden z kamieni tkwiących w ścianie przed nimi, otwierając tym samym drewniane drzwi, znajdujące się po ich prawej stronie. Lokaj zachęcił dziewczynkę gestem, żeby weszła do środka pokoju.

***
- Panie. Kaori Neko przybyła do zamku – lokaj oznajmił wiadomość schylając z szacunkiem głowę przed szczupłym mężczyzną o czarnych włosach, pijącym w zamyśleniu wino.
- Rozumiem – odpowiedział nie odrywając wzroku od tańczących w kominku płomieni.
- Zaprowadziłeś ją do pokoju i poinformowałeś co do reguł panujących w moim zamku? – czarne jak węgiel spojrzenie spoczęło na lokaju, który nie odważył się unieść głowy.
- Tak, panie. Przekazałem dziewczynce, że ma zakaz wkraczanie do północnego skrzydła. – głos lokaja był cichy.
- Dobrze Keref. Możesz odejść. – mężczyzna machnął nonszalancko na lokaja i zamoczył usta w czerwonym winie, delektując się jego smakiem.
- A więc, zaczęło się. – wyszeptał do pustych ścian, ponownie ulegając hipnotyzującej mocy ognia.

skomentuj (0)




2007-11-29 07:37:12 >> Prolog

„Każdy koniec jest początkiem czegoś innego”

Kolejna błyskawica przecięła bure niebo, robiąc przy tym sporo hałasu. Następnie zerwał się wiatr, który niczym drogowskaz zaczął kierować kroplami deszczu to w jedną, to w drugą stronę. Świat stał się bardziej niewyraźny i szklisty. Wilgotne powietrze było zimne i przy każdym głęboki wdechu, przenikało do samego środka człowieka, oczyszczając go z wszelkich myśli i uczuć. Tak przynajmniej wydawało się dziewczynie, stojącej pod targanym wiatrem drzewem. Przemoknięta do suchej nitki, stała z rozłożonymi rękami i oczyma wpatrzonymi w rozbłyskające co chwila błyskawice, chłonąc wszystko całą sobą. Jej łzy mieszały się z kroplami słodkiego deszczu. W pewnym momencie szatynka zacisnęła dłonie w pięści i energicznie spuściła je wzdłuż tułowia, wydając przy tym z siebie przepełniony bólem i bezradnością, krzyk. Dziewczyna oparła się o mokry pień drzewa i powoli ześlizgnęła się aż do jego konaru. Po dłuższym czasie chmury zaczęły ustępować, dając drogę napierającym na nie promieniom słońca. Szatynka powoli otarła mokrą twarz, następnie wstała i starając się nie ugrzęznąć w wilgotnej, lepkiej ziemi, ruszyła w stronę pustych czterech ścian, które niegdyś nazywała domem. Gdy tylko dotarła na miejsce, wzięła ciepłą kąpiel, zmieniła ubranie i stanęła przed lustrem w łazience:
- Cześć! Mam na imię Kaori. Miło mi cię poznać. – powiedziała, wyciągając przy tym dłoń w kierunku lustra i próbując się uśmiechnąć. Efekt był raczej mało zadowalający…
- Hej! Mam na imię Kaori. Cieszę się, że cię widzę! – odezwała się znowu do swojego odbicia, które przez krótką chwile, wyciągało do niej rękę z bladym uśmiechem i oczami pełnymi łez.
Dziewczyna otarła słoną ciecz i ze złością ponownie spojrzała w lustro. Tkwiła tak przez chwilę, poczym wycelowała w swoje odbicie wskazującym palcem i wypowiedziała zaklęcie.
Kiedy otworzyła oczy jej uprzednio brązowe włosy stały się rude. Widok ten bardzo ją rozbawił. Po raz trzeci wyciągnęła rękę w stronę lustra i powiedziała:
- Cześć. Nazywam się Kaori Neko. Cieszę się, że tu jestem – i uśmiechnęła się promiennie. Dziewczyna dumna z siebie, związała długie rude włosy w warkocz i już bez śladu smutku na twarzy zaczęła się pakować. Nie było wiele rzeczy do zabrania – nigdy nie ma. Kilka wielkich starych ksiąg, trochę jej ciuchów i wisiorek, który dostała „w spadku” dzień przed pogrzebem rodziców.
- Maurycy choć tu. – mały nietoperz poderwał się do lotu i z cichym „pii” wylądował w małej klatce, którą Kaori trzymała w ręku. Kiedy już wszystko było gotowe, Neko chwyciła za kij oparty o drzwi, wyrysowała wokół siebie i swoich rzeczy krąg, następnie stuknęła kijem w wewnętrzną część kręgu i zniknęła.
skomentuj (0)




2007-11-28 17:33:26 >> ***

Witam!
Jak widać blog został odnowiony. Red postanowił go na jakiś czas porzucić, a że ja potrzebuję strony na opowiadanie, addstąpił mi ten adres. Pierwszy rozdział pojawi się już niedługo a kolejne będą dodawane przynajmniej raz w tygodniu w sobotę.
Dziękuję za uwagę i zapraszam do czytania
Podpisano: Ai.
skomentuj (1)

*Book*